niedziela, 25 czerwca 2017

L'OREAL NUDE MAGIQUE CUSHION CZYLI PODKŁAD DO TWARZY W PODUSZECZCE

Moda na podkłady w poduszeczkach, czyli tzw. "cushiony" przywędrowała do nas ze Wschodu i systematycznie podbija serca kobiet na całym świecie. Te płynne podkłady umieszczone zazwyczaj w cudnych opakowaniach to właśnie jeden z wielu koreańskich sposobów na zdrową i piękną skórę bez jej zbytniego obciążania. Mają wspierać one pielęgnację, zapewniać dobre krycie, nie zatykać porów i pozostawiać na skórze cienką warstwę bez efektu maski, czyli jednym słowem mają być ideałem. Wychodząc na przeciw modowemu szaleństwu na "poduszeczkowate" podkłady L'oreal postanowił również wypuścić na rynek Nude Magique Cushion czyli sygnowany swoją marką podkład typu cushion. Dostępny od dawna zagranicą, pojawił się wreszcie niespodziewanie w Polsce i można go było nabyć przez kilka dni w wybranych sklepach sieci Rossmann. Lato za pasem, więc skoro takie produkty doskonale sprawdzają się na mojej twarzy postanowiłam zaopatrzyć się w "cushiona" wprost od L'oreal. Czy okazał się magiczny, a może się na nim zawiodłam? Zapraszam na moje wrażenia z testowania L'oreal Nude Magique Cushion.


Producent zapewnia, że Nude Magique Cushion to podkład w płynie o lekkiej formule, zanurzony w poduszeczce, która pozwala dozować odpowiednią jego ilość. Intensywność krycia można dostosować dzięki unikalnemu aplikatorowi, który pozwala na łatwą do opanowania sztukę jego nakładania: dotknij delikatnie w celu uzyskania subtelnego wykończenia lub mocniej, aby otrzymać dokładne pokrycie. Dostępny w 6 odcieniach podkład wzbogacony został o SPF 29. Podkład L'oreal Nude Magique Cushion otrzymujemy, jak zwykle w tego typu produktach, w uroczym opakowaniu przypominającym puderniczkę. Wieczko ma bardzo ładny metaliczny fioletowy kolor, a całość wykonana jest z dobrej jakości plastiku. Pojemność to niestety zaledwie 14,6 g (to koło 12 ml), a więc niewiele, biorąc pod uwagę, że tradycyjne podkłady umieszczone w buteleczkach mają średnio 30 ml. W środku znajduje się lusterko oraz aplikator, dzięki któremu mamy wydobyć odpowiednią ilość produktu, a potem za jego pomocą rozprowadzić go po twarzy. W drugiej części opakowania, pod wieczkiem znajduje się gąbeczka nasączona podkładem. Całość prezentuje się bardzo estetycznie i cieszy oko.



Sam podkład ma bardzo lekką i świeżą formułę. Nie zawiera drobinek i  ma lekko żółtawy odcień. Po pierwszej aplikacji zrezygnowałam z dołączonej gąbeczki, która w moim przypadku się nie sprawdziła. Zastąpiłam ją pędzlem, za pomocą którego wydobywałam produkt i którym to aplikowałam go na twarz, aby w końcu rozprowadzić podkład na skórze starym sposobem, za pomocą beauty blendera. Podkład okazał się bardzo lekko kryjący. Oczywiście krycie można stopniować nakładając kolejne warstwy, ale w pewnym momencie możemy dojść do etapu, gdzie ilość produktu na twarzy zacznie być kuriozalna. Przy niedoskonałościach można skorzystać z korektora, ale zadaniem tego podkładu jest jedynie wyrównanie kolorytu cery i według mnie nie sprawdzi się on u osób, które mają problemy z cerą. L'oreal Nude Magique Cusgion nie za bardzo będzie również przydatny osobom o rozszerzonym porach. Niestety osoba z tym problemem na której również testowałam podkład wyglądała z nim wręcz komicznie. Pewnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie silikonowej bazy, ale w przypadku tak lekkich podkładów, które mają nam służyć latem mija się to trochę z celem. Dużym plusem jest to, że podkład nie ciemnieje, nie wysusza i nie podrażnia. Będzie on idealny dla osób ze suchą skórą, gdyż pozostawia skórę nawilżoną. Niestety nie jest on zbyt trwały, nawet w przypadku utrwalenia go pudrem transparentnym na mojej twarzy utrzymywał się w nienaruszonym stanie jakieś 5 godzin, a potem konieczne były poprawki.



Podsumowując L'oreal Nude Magique Cushion  może się pochwalić naprawdę cukierkowym opakowaniem, które będzie pięknie wyglądało na półce, albo cieszyło nasze oko w kosmetyczce. Sam podkład może i jest ciekawy, ale według mnie przeznaczony dla bardzo wąskiej grupy odbiorczyń, które mogą się pochwalić nieskazitelną, pozbawioną jakichkolwiek zmarszczek i niedoskonałości cerą. Zachwyca lekkością i tym, że nie przysporzy skórze żadnych zmartwień typu suchość, czy też podrażnienie. Niestety zniechęca bardzo słabym kryciem i bardzo małą jego pojemnością. Niemniej jednak, jeżeli szukacie podkładu, który zapewni waszej skórze naturalne wykończenie z jednoczesnym nawilżeniem i waszym celem jest kupno podkładu typu cushion to L'oreal Nude Magique Cushion sprawdzi się idealnie i będzie świetny do stosowania latem.


  

niedziela, 11 czerwca 2017

DR. G - AQUASIS WATER VITAL SLEEPING MASK - KLINIKA ŚPIĄCEJ SKÓRY

Nawilżanie to jedna z podstawowych zasad pielęgnacji skóry. Utrzymanie prawidłowej wilgoci w skórze to  moja prawdziwa zmora, dlatego z wielką radością i nadzieją sięgam po wszelkie kosmetyki, które mają mi w tym pomóc. Jakiś czas temu szukałam jakiejś fajnej maski na noc, która byłaby moim sprzymierzeńcem w utrzymaniu odpowiedniego nawilżenia skóry i zapobieganiu jej przesuszaniu. I tak po wielu poszukiwaniach trafiłam na Dr. G Aquasis Water Vital Sleepin Mask, która dzięki swoim składnikom miała zapewnić mi kompletną pielęgnację podczas snu. Czy tak było przekonacie się w dalszej części wpisu.


Aquasis Water Vital jest duofunkcyjną maseczką do używania podczas snu, posiadającą właściwości rozjaśniające skórę i wspomagające pielęgnację przeciwzmarszczkową. Jej głównym zadaniem jest intensywne uzupełnienie poziomu nawilżenia zmęczonej w ciągu dnia skóry, jednoczesne jej odżywienie i nawodnienie, tak aby na końcu pozostawić ją nieskazitelną. Dodatkowo ma łagodzić zaczerwienienia i zapewnić natychmiastowy efekt ukojenia. Zawarte w niej składniki mają działać na skórę w intensywny sposób, a każdy z nich odpowiada za coś innego:
- kolagen - działa nawilżająco i poprawia elastyczność skóry,
- jaśmin, galbanum i drzewo sandałowe - relaksują skórę,
- woda morska i spirulina - oczyszczają i ujędrniają skórę pozostawiając ją gładką w dotyku,
- phycojuvanine (ekstrakt z brązowej algi Laminaria Digitata) - działa intensywnie odmładzająco, poprawia natlenienie komórek.


Maseczka umieszczona została w bardzo przyjaznym dla oka niebieskim, półprzeźroczystym plastikowym opakowaniu o pojemności 80 ml. W zestawie znajduje się również przeźroczysta, plastikowa szpatułka, która bardzo ułatwia nakładanie maseczki, a przy tym sprawia, że jej aplikacja staje się bardziej higieniczna. Maseczka ma żelową konsystencję o półprzeźroczystym, niebieskim kolorze. Nakłada się ją rewelacyjnie, właśnie dzięki temu, że jest gładka i śliska, i rewelacyjnie rozprowadza się po skórze. Produkt zgodnie z zaleceniami nakładam w ostatnim kroku pielęgnacji wieczornej, poprzez delikatne  rozprowadzenie jej niewielkiej ilości od wewnętrznej do zewnętrznej strony twarzy. Maseczka nie wymaga dodatkowego zmywania przed położeniem się do snu, oczywiście należy to zrobić po przebudzeniu się. Zapach maseczki jest urzekający, bardzo przyjemny dla nosa i cudownie potęguje tylko uczucie świeżości, jakie towarzyszy nakładaniu maseczki. Zapach początkowo bardzo intensywny w miarę wchłaniania się maseczki stopniowo zanika.



W początkowej fazie aplikacji maseczka może się wydawać odrobinę lepka, ale to uczucie pozostaje tylko przez chwilę. Maska wchłania się prawie natychmiast i staje się całkowicie niewyczuwalna. Nie można tutaj mówić o jakimkolwiek obciążeniu, czy też tłustej warstwie, ponieważ maseczka idealnie "wtapia" się w skórę, co powoduje, że bez problemu możemy położyć się po jej aplikacji do łóżka. Produkt nie spowodował u mnie żadnych podrażnień, ani nie stał się przyczyną żadnych niemile widzianych wyprysków. 



Maska Aquaris Water Vital Sleeping Mask od Dr. G jest po prostu wspaniała. Po całej nocy moja skóra jest zachwycająco gładka, nawilżona i promienista. Dodatkowo, oprócz niesłychanej gładkości jaką daje skórze, maska wpływa też nieznacznie na zmarszczki, które w delikatny sposób ulegają spłyceniu. Produkt sprawdza się również rewelacyjnie, kiedy po imprezie lub wielkim wyjściu, gdzie skóra dostaje nieco w kość nałożymy ją na noc, aby rankiem zauważyć wyraźną jej regenerację i ukojenie. Zakup maseczki Aquaris okazał się zdecydowanym strzałem w dziesiątkę. Znalazła ona stałe miejsce w mojej rutynie pielęgnacyjnej i zdecydowanie zakupię jej ponowne opakowanie. Jeżeli szukacie dobrze nawilżającej, regenerującej i ujędrniającej maseczki na noc to z czystym sumieniem polecam Dr. G Aquaris Water Vital Sleeping Mask i to niezależnie od tego czy macie skórę suchą, czy tłustą. Zdecydowanie wart swojej ceny bardzo dobry produkt pielęgnacyjny. Polecam.


czwartek, 4 maja 2017

KALEJDOSKOP RÓŻNOŚCI - MARZEC/KWIECIEŃ 2017

Majówka natchnęła mnie do pokazania Wam, co wsród rzeczy kosmetycznych i niekosmetycznych wpadło mi w oko przez ostatnie dwa miesiące. Wybrałam naprawdę kilka rzeczy i tym samym, bez długiego wstępu, serdecznie zapraszam na kalejdoskop różności.


MONTE KASZKA

Monte Kaszka to połączenie klasycznego smaku Monte z pożywną kaszką. Podobnie jak w znanym i lubianym deserze znajdziemy tutaj dwie warstwy, ale dla odmiany są to warstwy kaszki mlecznej i czekoladowo-orzechowej. Dzięki zawartości kaszki mannej, produkt ten według producenta, ma być idealną propozycją na szybkie śniadanie, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Monte Kaszka dostępna jest w multipaku 6x55g, podobnie jak jego podstawowa wersja. Nie znajdziemy w niej barwników, żelatyny i żadnych środków konserwujących. Według mnie, to bardzo fajna opcja dla osób, które nie lubią kaszki, a mają ochotę na coś smacznego i pożywnego. Nie wiem, czy faktycznie jest to takie doskonałe rozwiązanie na śniadanie, jak reklamuje je producent, ale z całą pewnością mogę polecić Monte Kaszka jako przepyszną propozycję na przekąskę, drugie śniadanie, czy też podwieczorek. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że jest ona dobra zarówno dla najmłodszych, jak i dla tych trochę starszych łasuchów, którzy dzięki Monte Kaszka poznają nowe, smaczniejsze znaczenie słowa "kaszka". Polecam.



ORGANIC SHOP - ORGANIC MANGO & SUGAR - BODY PEELING

Peeling do ciała Mango z Kenii, to mój chyba największy ulubieniec ostatnich miesięcy. Producent zachwala go jako owocowy, aromatyczny peeling na bazie organicznego ekstraktu z mango i naturalnego cukru, który delikatnie oczyszcza i regeneruje skórę sprawiając, że staje się ona miękka, jedwabiście gładka i zyskuje zdrowy wygląd. Produkt nie zawiera SLS, parabenów i silikonów. Najleszy peeling jaki miałam okazję ostatnio używać. Obłędny zapach słodkiego mango, cudowna konsystencja i faktyczne działanie wygładzające. Najważniejsze dla mnie jest to, że po jego użyciu nie pozostaje na skórze tłusta warstwa. Świetny do stosowania zarówno na suche, jak i wilgotne ciało. Ideał i to za bardzo, bardzo dobrą cenę, biorąc pod uwagę jakość jaką może się pochwalić. 

VIS PLANTIS - PEELING ENZYMATYCZNY DO TWARZY

Zadaniem peelingu enzymatycznego Vis Plantis jest oczyszczenie, złuszczenie zrogowaciałego naskórka i pobudzenie skóry do odnowy. Cera po nim ma stać się świeża, elastyczna, rozświetlona i aksamitna. Głównym składnikiem, który pełni w nim funkcję złuszczającą jest enzym pozyskiwany z owoców papai czyli papaina, ale znajdziemy w nim także wyciąg ze ślimaka, który ma naprawiać uszkodzenia, łagodzący podrażnienia wyciąg z bławatka i olejek kameliowy, którego zadaniem jest nawilżanie. Od dawna rozglądałam się za dobrym peelingiem enzymatycznym za rozsądną cenę. Jestem usatysfakcjonowana zarówno jednym, czyli jego działaniem, oraz drugim czyli przystępną ceną. Peeling ma bardzo przyjemny owocowo-kremowy zapach i kremową konsystencję, która z łatwością się rozprowadza. Bardzo wydajny produkt, po którym cera staje się pełna blasku, miękka, gładka i odżywiona. Skutecznie walczy ze suchymi skórkami i oczyszcza skórę.


MIZON - ALOE 90 SOOTING GEL

Żel nawilżający o zawartości 90% soku aloesowego firmy Mizon ma bardzo szerokie zastosowanie. Może być używany jako serum do włosów, krem nawilżający, produkt łagodząco-chłodzacy, balsam do ciała, krem do rąk i stóp. Niemniej jednak jego 50 ml pojemność moim zdaniem od razu wyklucza niektore z tych użyć, ze względu właśnie na jego małą ilość. Ja zdecydowałam się stosować go jako krem nawilżający dla mojej zmęczonej cery po zmyciu z niej makijażu. W składzie żelu oprócz wspomnianego aloesu znajdziemy nawilżający kwas hialuronowy, alantoinę i inne starannie skomponowane kompleksy roślinne. Produkt ma żelową konsystencję i jest przeroczysty. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy i nie zatyka. Ja oczekiwałam od niego delikatnego nawilżenia i ukojenia, i to właśnie otrzymałam. Bardzo fajny.  


L'OREAL - MASKI CZYSTA GLINKA - MASKA DETOKSYKUJĄCO-ROŚWIETLAJĄCA, MASKA OCZYSZCZAJĄCO-MATUJĄCA

Maseczki otrzymałam w ramach akcji L'oreal #DetoxParty. Nie będę Wam tutaj prezentować zdjęć z tego jak świetnie wyglądałyśmy razem z przyjaciółką, ale muszę przyznać, że maseczki bardzo mi się spodobały. Pierwsza z nich czarna łączy w sobie 3 mineralne glinki i węgiel ma za zadanie oczyścić skórę z toksyn i przywrócić jej blask. Druga natomiast dzięki połączeniu 3 mineralnych glinek i ektraktu z eukaliptusa ma dokładnie oczyścić i zmatowić skórę, nie wysuszając jej. Maseczki mają gęstą konsystencję, którą bardzo łatwo się nakłada. Szybko zastygają, ale w moim przypadku nie wywołały efektu ściągnięcia. Zmywanie owszem nastręcza pewnych trudności, ale liczy się efekt. Bardziej do gustu przypadła mi "zielona", która faktycznie oczyściła i wygłądziła, a skóra po niej była miękka i głądka i to właśnie na nią skuszę się w wersji pełnowymiarowej. Niemniej jednak polecam również tą czarną, bo też ma swoje zalety. 


Mam nadzieję, że podobał Wam się taki mały przegląd i znalazliście w nim, coś, co zwróciło Waszą uwagę.


 


 

sobota, 29 kwietnia 2017

NA WSZELKI WYPADEK - CZYLI O BARDZO PRZYDATNYCH ŚRODKACH OPATRUNKOWYCH OD SALVEQUICK

Plaster, jak głosi słownik, kawałek materiału pokryty warstwą samoprzylepną stosowaną na rany. Plaster, oczywista jak mogłoby się wydawać rzecz. Plaster, coś czego wybór wydaje się być tak błachym zajęciem, że nie przywiązujemy do tego zbytniej uwagi. Plaster... A może jednak warto czasami zastanowić się, kompletując apteczkę na wyjazd, czy też uzupełniając domowe środki opatrunkowe, nad tym jakiego rodzaju produkty się wśród nich znajdą. Biorąc pod uwagę, że ten mały opatrunek ma do spełnienia bardzo ważną rolę jego wybór powinien być bardzo świadomy, a pod ręką powinniśmy zawsze mieć "na wszelki wypadek" kilka rodzajów tego strażnika ran, czy też otarć. Zważywszy na fakt, że już za chwilę, za momencik zacznie się szał wakacyjnych wojaży, ale także kierując się codziennością, w której wszystko się może zdarzyć zapraszam na wpis o bardzo fajnych produktach na otarcia, skaleczenia, czy też zadrapania marki Salvequick, które miałam okazję ostatnio bliżej poznać. Wybierzcie się razem ze mną w podróż po produktach, których nie powinno zabraknąć w domowej apteczce.


Naszą wycieczkę po wygodnych środkach na rany, skaleczenia i otarcia rozpoczniemy od uniwersalnego zestawu plastrów SALVEQUICK - FAMILY MIX, który powinien zagościć w każdym domu. W skład zestawu wchodzi 26 plastrów, a wśród nich:
- 16 plastrów Aqua Resist - o wymiarach 19mm x 72mm - odpornych na wodę i brud
- 4 plastry Sensitive - o wymiarach 25mm x 75mm - z przyjaznym dla skóry klejem, delikatnym przy odklejaniu. Idealnym dla dzieci i dorosych o delikatnej skórze.
- 6 plastrów Textile - o wymiarach 16mm x 55mm - czyli elastycznych plastrów idealnych na łokcie, kolana i stawy.
Idealny, wszechstronny zestaw, który powinniśmy mieć zawsze pod ręką. Zdecydowanie mogę potwierdzić, że świetnie się trzymają, chronią skaleczenia i przyspieszają ich gojenie. Taki "must have" każdej pani i pana domu, oczywiście "na wszelki wypadek".


Kolejnym punktem naszej podróży są plastry SALVEQUICK KIDS - AQUA BLOCK - QUICK HEALING, które swoim bajkowym wyglądem choć trochę ukoją nawet najbardziej bolesne i okupione mnóstwem łez skaleczenie, czy też zadrapanie u naszego dziecka. To całkowicie wodoodporne, a przy tym nie zatrzymujące dopływu powietrza plastry, które zooptymalizują proces gojenia oraz zmniejszą ryzyko powstawania blizn i zakażeń. Cała ich fajność, oprócz właściwości opatrunkowych, kryje się w kolorowych nadrukach, które z całą pewnością spodobają się dzieciom.
W skład zestawu wchodzi 12 bajkowych plastrów: 8 sztuk o wymiarach 32mm x 65mm i 4 sztuki o wymiarach 52mm x 65mm.


Tym razem w swojej podróży zatrzymujemy się na przystanku, gdzie kryją się  podobno najczęściej wybierane, według producenta, plastry, a więc SALVEQUICK - AQUA RESIST 22. Remont, porządki, drobne skaleczenia w kuchni to sytuacje w których te plastry sprawdzą się idealnie. Przede wszystkim są wodoodporne, dzięki czemu nie będą się odklejały podczas wykonywania tak codziennych czynności jak np. kąpiel, mycie rąk, czy też zmywanie naczyń. Dodatkowo są oddychające, elastyczne i świetnie przylegają do skóry, chroniąc skalecznie przed brudem. Opakowanie zawiera, aż 22 platry o bardzo zróżnicowanych rozmiarach:
- 6 sztuk - o rozmiarze 72mm z 25mm
- 10 sztuk - o rozmiarze 72mm x 19mm
- 4 sztuki - o rozmiarze 55mm x 16mm
- 2 sztuki - plastrów okrągłych o średnicy 22,5mm.
Bardzo dobrze skomponowany zestaw, faktycznie świetnie trzymających się i odpornych na wodę plastrów, które nie tylko są dyskretne ze względu na kolor, ale doskonale wytrzymują domowe aktywności.


Dalej na naszej drosze pojawiają się plastry SALVEQUICK - AQUA BLOCK - QUICK HEALING, które idealnie sprawdzą się dla miłośników kąpieli, sportów wodnych, czy też wędkowania we wszelakich akwenach. Te całkowicie wodoodporne, otaczające ranę z czterech stron plastry zmniejszają ryzyko infekcji, przyspieszają gojenie ran i zmniejszają ryzyko powstawania blizn. Bardzo dobrze się trzymają, są dyskrene dzięki transparentnemu plastrowi z opatrunkiem w kolorze skóry, co powduje, że ich widoczność jest ograniczona do minimum. Plastry wręcz stworzone dla osób lubiących aktywność w wodzie lub nad wodą. W opakowaniu znajduje się 12 sztuk, tych hypoalergicznych plastrów, odpowiednich również dla skóry wrażliwej.


Nim nasza podróż po świecie opatrunków marki Salvequick dobiegnie końca pokażę Wam jeszcze bardzo ciekawe plastry SALVEQUICK - FOOT CARE - HEELS & TOES oraz SALVEQUICK - ATHLETIC - ACTIVE HEELS - ALOE VERA, które przydadzą się w przypadku tak bolesnych dolegliwości, jak otarcia, czy też pęcherze.  Bieganie, spacer po górach, czy też zwyczajnie niewygodne obcasy to sytuacje, które mogą być przyczyną bolesnych pęcherzy, czy też otarć. Plastry dzięki wykonaniu z zaawansowanego hydrokoloidalnego materiału przynoszą natychmiastową ulgę w bólu i uczuciu ucisku oraz przyspieszają gojenie. Zarówno pierwsze, jak i drugie idealnie sprawdza się jako plastry profilaktyczne, a lepsze efekty osiągniemy jeśli plaster pozostanie na miejscu, aż zacznie naturalnie odklejać się od skóry. Świetnym patentem jest również wykorzystanie przez producenta w plastrach Salvequick - Athletic - Active Heels - Aloe Vera 1 % wyciągu z aloesu, który znany jest ze swojego dobroczynnego wpłuw na skórę.
Należy pamiętać, że zarówno przy jednych, jak i drugich plastrach, w przypadku osób chorych na cukrzycę wskazane jest skonsultowanie się z lekarzem przed ich użyciem.
W opakowaniu plastrów Salvequick - Foot Care - Heels & Toes znajdziemy 10 sztuk plasterków, a w opakowaniu Salvequick - Athletic - Active Heels - Aloe Vera 5 sztuk. 


Podróż po świecie plastrów marki Salvequick dobiega końca, ale na stacji końcowej czeka jeszcze coś specjalnego, co świetnie sprawdzi się do oczyszczania ran, zadrapań, czy też otarć. Należy pamiętać, że przed użyciem któregokolwiek z platrów konieczne jest oczyszczenie rany i sprawdzenie czy nie jest zainfekowana. Ważne jest również to, aby zmieniać plastry. I właśnie w oczyszczeniu i odkażeniu pomoże ostatni element podróży SALVEQUICK - WOUND CLEANSER - STERILE SPRAY czyli jałowy roztwór soli w sprayu. Ten środek odkażający umieszczony został w 100 ml pojemniku dobrze znanym z opakowań dezodorantów, co pozwala zachowań sterylność. Jego zadaniem jest bezbolesne i delikatne oczyszczenie ran, co sprawia, że jest idealny dla naszych pociech. Producent zaleca, aby przed każdym użyciem startowo rozpylić niewielką iość, a potem to samo wykonać już w kierunku rany z odległości 10-20 cm. 


Mam nadzieję, że ten krótki przegląd środków Salvequick do opatrywania i odkażania ran, zadrapań, czy też otarć sprawił, że przy wyborze tego typu produktów zastanowicie się nieco bardziej, co będzie dla Was najlepsze. Sama przyznaję, że wcześniej nie przykładałam do tego zbyt wielkiej uwagi, a był to błąd. Ja znalazłam już swoich ulubieńców, którzy znajdą stałe miejsce w naszej rodzinnej, domowej apteczce "na wszelki wypadek". Dajcie znać, czy któryś z zestawów wpadł Wam w oko.

VIS PLANTIS 01. BASIL ELEMENTS SZAMPON + ODŻYWKA - BAZYLIOWY ZAWRÓT GŁOWY

Nowości do pielęgnacji włosów Elfy Pharm pod szyldem Vis Plantis  z serii Basil Elements hulają na rynku już od jakiegoś czasu. Z wielką przyjemnością sięgnęłam po nie, jak tylko znalazły się w masowej sprzedaży, gdyż jak już zdążyliście się zorientować bardzo lubię produkty tej firmy. Dzisiaj chciałabym skupić się na dwóch kosmetykach, które weszły w skład serii Basil Elements, a mianowicie szamponie i odżywce do włosów, w których to główną rolę odgrywa właśnie bazylia.


Wzmacniający szampon do włosów z bazyliowej serii Vis Plantis to pierwszy z kroków w oczyszczaniu skóry głowy i włosów. Jego zadaniem jest, według producenta, oprócz wspomnianego oczyszczenia, także wzmocnienie włosów, powstrzymanie ich wypadania oraz pobudzenie wzrostu. Włosy mają być miękkie, połyskujące i wzmocnione. Głównymi składnikami szamponu są naturalny, ekologiczny ekstrakt pozyskiwany z bazylii, który ma właśnie wzmocnić włosy oraz NMF czyli naturalny naturalny czynnik nawilżający, który ma chronić skórę głowy przed odwodnieniem.  Produkt umieszczony został w plastikowej, zielonej butece z zamykaniem na tzw. klik. Jego pojemność to 300 ml, a konystencja oscyluje w granicach średnio gęstej, z całą pewnością nie jest lejąca, co dla mnie przynajmniej jest dużym plusem. Jego rozprowadzanie po włosach jest bardzo łatwe, a sam produkt bardzo przyjemnie się pieni. Szampon ma nieoczywisty zapach, zdecydowanie nie jest to bazylia, coś zbliżonego do woni ziołowej, ale z nutą słodyczy. Pozostaje na włoasch jeszcze przez jakiś czas po ich umyciu.  



Szampon dobrze oczyszczał moje włosy z wszelkich zanieczyszczeń. Nie podrażnił, ani nie uczulił skóry głowy. Nie spowodował przetłuszczania się włosów, ale po kilku myciach moje włosy stały się, jakby to ująć, aż za bardzo oczyszczone i tępe, a co za tym idzie wymagały nieco bardziej wnikliwego odżywiania. Z całą pewnością produkt bardzo dobrze sprawdzi się u osób borykających się z nadmiernym przetłuszczaniem skóry głowy i włosów. Ze względu na swój ziołowy skład szampon powodował delikatne plątanie włosów, co przy moich dłuższych lokach było nieco kłopotliwe, ale tutaj z pomocą nadciągała odżywka, o której opowiem za chwilę. Niestety nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów w postaci zmniejszonego wypadania włosów, może dlatego, że nie borykam się z jakimś straszliwym tego typu problemem, ale za to mogę potwierdzić, że włosy z całą pewnością cechowały się połyskiem po umyciu ich tym szamponem. Ogólnie jestem zadowolona, ale chyba faktycznie niezbyt trafnie dostosowałam szampon do moich potrzeb. Tutaj muszę nadmienić, że moja mama była bardzo zadowlona z jego używania i ona zauważyła u siebie wszelkie dobrodziejstwa jakie obiecywał producent. Dlatego, jeżeli jesteście miłośniczkami ziołowych szamponów i zależy Wam na dokładnym oczyszczeniu skóry głowy i włosów to szampon Vis Plantis z serii Basil Elements jest dla Was.


Odżywka wzmacniająca Basil Element to kolejny krok w pielęgnacji włosów. W składzie produktu główną rolę grają ektrakt pozyskiwany z bazylii oraz hydrolizat keratyny, który ma uzupełnić niedobór składników budujących strukturę włosa, zwiększyć ich objętość oraz sprawić, że staną się mocne i zdrowe. Odżywka nadaje się do codziennego stosowania i powinna pozostać na włosach przez pięć minut po ich umyciu, a następnie zostać spłukana. Produkt umieszczony jest w 300 ml plastikowej butelce z pompką, co znacznie ułatwia jej dozowanie. Konsystencja odżywki jest dość gęsta i w moim przypadku dobrze trzymała się na włosach. Spłukiwanie jej również nie nastręczało większych kłopotów.  Zapach podobnie, jak w przypadku szamponu jest trudny do okreslenia, ziołowy, aczkolwiek nieco przypomina woń migdałów.  

Odżwyka wzmacniająca Basil Elements okazała się w moim przypadku idealnym uzupełnieniem szamponu z tej serii. Po jej zastosowaniu włosy odzyskały swoją gładkość, a ich rozczesywanie nie nastręczało już takich trudności, jak po szamponie. Były lekkie, zdrowsze i nawilżone bez zbytecznego obciążania. Odżywka nie uczuliła, nie podrażniła oraz nie przyczyniła się do szyszego przetłuszczania się włosów. Ogólnie byłam z jej stosowania zadowolona.

Czy mogę polecić szampon i odżywkę Basil Elements. Tak, choć tym razem muszę zaznaczyć, że odczucia, co do tych produktów będą u każdego stosującego inne. Z całą pewnością zależeć mogą od dwóch czynników - od tego jakie są wasze włosy i skóra głowy oraz czy lubicie ziołowe produkty. Osobiście przygodę z tymi produktami uważam za udaną, choć z małymi uwagami. Czy do nich wrócę, nie wiem. Za to wiem, że ogromną "miłością" dażę kremy ślimakowe i żmijowe Vis Plantis. To w ramach takiej małej dygresji ;-) 

środa, 1 marca 2017

ULUBIEŃCY STYCZEŃ/LUTY 2017

Dzisiaj zapraszam na wpis o kosmetycznych ulubieńcach, którzy zdobyli moje serce w dwóch pierwszych miesiącach 2017 roku. Nie mogę uwierzyć, że to już marzec, dla mnie to miesiąc szczególny, ale nie wnikając w szczegóły zapraszam na króciutki przegląd tego, co wpadło mi w oko w styczniu i lutym.


AVENE - ANTIROUGEURS - MLECZKO DERMO-OCZYSZCZAJĄCE 

Na pierwszy ogień idzie mleczko dermo-oczyszczające Avene z serii Antirougeurs. Lekkie, delikatne, kojące i idealnie wpisujące się w potrzeby mojej skóry w tym zimowym zmiennym klimacie. Jeśli szukacie czegoś, co nie tylko oczyści waszą skórę, ale także będzie miało na nią zbawienny wpływ to serdecznie polecam.  O tym dermokosmetyku mogliście już poczytać TUTAJ, a więc zajrzyjcie, aby szczegółowiej poznać moje wrażenia.



MIZON - UJĘDRNIAJĄCY KREM POD OCZY Z KOLAGENEM MORSKIM

Krem pod oczy Mizon stosuję już dwa miesiące i jestem jak najbardziej na tak. Lekki, żelowy i bezzapachowy krem rzeczywiście ma wpływ na jędrność i nawilżenie skóry pod oczami oraz  spłycenie zmarszczek. Nieco długo się wchłania, ale potem w żaden sposób nie wpływa na jakość makijażu. Więcej już wkrótce w osobnym wpisie. Już teraz serdecznie zapraszam. 
 
 
TOŁPA - DERMO FACE PHYSIO - ŻEL DO DEMAKIJAŻU OCZU

Zadaniem żelu Tołpy jest skuteczne usunięcie makijażu bez nadmiernego pocierania przy jednoczesnym nawilżeniu skóry wokół oczu i złagodzeniu ewentualnych podrażnień. Długo czekał na swoją kolej, ale mnie nie zawiódł. Mój makijaż oka jest dość spokojny czyli tusz, eyeliner i cienie bez wielkich udziwnień i fantazyjnych kolorów, i z tym zestawem radził sobie wyśmienicie. Bardzo dobrze rozpuszczał makijaż, a skóra po jego użyciu była nawilżona, niepodrażniona i nie odczuwałam żadnego ściągnięcia. Jestem z niego bardzo zadowolona, a szczególnie z faktu, że przywraca uczucie komfortu i jest bardzo wydajny.

 
SKIN79 - PORE BUBBLE CELANSING MASK

Pore bubble cleansing mask to chyba najprzyjemniejsza z maseczek jakie ostatnio miałam okazję używać, a uwierzcie mi jestem wprost maniaczką masek w płachcie. Skin79 twierdzi, że jest to maseczka, która ma zapewnić efekt masażu i jednocześnie oczyścić i zregenerować skórę. I tak właśnie się dzieje. Maska bąbluje na skórze, przyjemnie ją łaskocząc i właśnie ta magia oprócz końcowego nawilżenia i wygładzenia sprawia, że jest to najprzyjemniejsza i najbardziej relaksująca maska jaką kiedykolwiek używałam. Nie wyobrażam sobie już piątków po całym tygodniu pracy bez tego odprężającego dla skóry i dla mnie rytuału.

PERFECTA - SERUM C-FORTE INTENSYWNIE REGENERUJĄCE

Serum Perfecty ma być zastrzykiem energii dla zmęczonej, szarej i matowej cery. Dzięki skoncentrowanej witaminie C ma odświeżyć cerę, wygładzić zmarszczki i spowodować efekt liftingu. Decydując się na to serum od razu odrzuciłam możliwość realizacji przez nią tych dwóch ostatnich zadań, bo jak wiadomo cuda się nie zdarzają. Bardziej zależało mi właśnie na daniu mojej skórze tego rewitalizującego kopa, który jest jej potrzebny po zimie. Dostałam to czego oczekiwałam. Skóra została nawilżona, rozjaśniona i wyraźnie poprawione zostało jej naprężenie. Jednym słowem wyglądała na zdrowszą i ożywioną. Serum nie zapchało mnie, ani nie spowodowało żadnego uczulenia. Okazało się bardzo fajnym produktem, przydatnym szczególnie w okresie zimowym.


To już wszyscy moi styczniowo-lutowi ulubieńcy. Jestem ciekawa czy któryś z przedstawionych kosmetyków zwrócił Waszą uwagę, a może wśród nich są też Wasi ulubieńcy.

piątek, 17 lutego 2017

AVENE - ANTIROUGEURS - MLECZKO DERMO-OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY WRAŻLIWEJ I NACZYNKOWEJ

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o pewnym dermokosmetyku, który ostatnio pojawił się w mojej pielęgnacji. Produkty do demakijażu to temat bardzo ciężki, a wybór najlepszego specyfiku dla naszej cery może stanowić prawdziwą drogę przez mękę. Pomimo, że od pewnego czasu byłam wierna jednemu kosmetykowi myjącemu postanowiłam spróbować czegoś nowego. Tym nowym okazało się właśnie  Avene - Antirougeurs delikatne mleczko dermo-oczyszczające.


Na początku kilka słów o tym, czym są dermokosmetyki. Jednym zdaniem są to kosmetyki apteczne lub inaczej kosmetyki dermatologiczne, które przeznaczone są do pielęgnacji zarówno skóry zdrowej, jak również mogą być istotnym elementem wspomagającym w leczeniu różnych chorób skóry. Ich powstanie jest wynikiem ścisłej współpracy dermatologów, chemików i kosmetologów i przypomina raczej powstanie leku niż kosmetyku. Zawierają składniki o potwierdzonym w wielu badaniach dermatologicznych i laboratoryjnych działaniu łagodzącym lub leczniczym, tworzone są z myślą o precyzyjnie określonych typach skóry bądź dolegliwościach. Takim właśnie dermokosmetykiem jest Avene mleczko dermo-czyszczające z serii Antirougeurs czyli linii przeznaczonej do pielęgnacji skóry naczynkowej lub skóry skłonnej do zaczerwienień i podrażnień. Zadaniem mleczka, według producenta, jest codzienna higiena skóry polegająca na delikatnym i łagodnym usunięciu makijażu, oczyszczeniu oraz ukojeniu skóry. W składzie mleczka znajdziemy oczywiście wodę termalną Avene, która ma łagodzić i koić podrażnienia oraz połączenie wyciągu z Ruszczyka z innymi składnikami, które mają zmniejszać uczucie gorąca na twarzy. Produkt nie zawiera parabenów i jest hipoalergiczny.


Oczyszczające mleczko Avene umieszczone zostało w poręcznej 300 ml butelce z pompką. Ma subtelny, wręcz prawie niewidoczny zielony kolor, a jego konsystencja jest lekka i delikatna. Zapach produktu jest praktycznie niewyczuwalny. Mleczko stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta nakładając je na twarz, rano i wieczorem, opuszkami palców lekko masując okrężnymi ruchami, a następnie spłukując całość wodą. Dla podbicia efektu po wszystkim można jeszcze dodatkowo rozpylić na twarzy lekką mgiełkę wody termalnej Avene. Producent jako drugą opcję stosowania podaje również aplikację mleczka bezpośrednio na nasączony wodą termalną wacik, ale mi bardziej do gustu przypadł pierwszy sposób. Mleczko jest bardzo wydajne i dla osiągnięcia pozytywnego efektu wystarczy jego niewielka ilość, w moim przypadku dwie pompki. Avene mleczko dermo-oczyszczające sprawdziło się u mnie bardzo dobrze. Świetnie oczyszczało, dobrze zmywało makijaż oraz tusz do rzęs, czy też eyeliner, czyli robiło to, co miało robić. Nie wywołało u mnie żadnych podrażnień skóry, a przede wszystkim nie szczypało w oczy, co będzie ważne dla osób wrażliwych w tym temacie. Nie zaobserwowałam również żadnego ściągania po jego zastosowaniu oraz w żaden sposób nie zapychał on porów mojej skóry. Oczywiście nie mogę zapomnieć o tym, że jego stosowanie miało cudownie kojący, łagodzący i wyciszający wpływ na moją skórę.

Mleczko Avene okazało się idealnym antidotum na moją, ostatnimi czasy, lekko podrażnioną i skłonną do nadmiernych zaczerwienień  skórę twarzy. Począwszy od konsystencji, przez łatwość stosowania, a kończąc na efektach okazało się idealnym uzupełnieniem mojego codziennego wieczornego demakijażu oraz porannej pielęgnacji. Przyjemność w użyciu, a przede wszystkim zbawienny, łagodzący wpływ na moją skórę sprawiły, że wart jest zainteresowania i mogę go wam z czystym sumieniem polecić, a najbardziej posiadaczkom skóry suchej, naczynkowej i wrażliwej.
A na koniec nietypowo zapraszam do obejrzenia filmu, gdzie możecie zobaczyć sposób aplikacji mleczka oczyszczającego zaproponowany przez producenta?

video

 A Wy używacie jakiś dermokosmetyków?